Wpisy z kategorii ‘pismo’
Reklamowe dziwy
Notka ta ma na celu wskazanie autorom tekstów reklamowych najczęstsze momenty zapalne w dyskusjach z doświadczonym operatorem składu, projektantem czy typografem. Bardzo trudno wskazać genezę pojawiania się wielu takich sporów, lecz można w ciemno zakładać, że jest ona dowodem na „nieomylność” (cudzysłów nieprzypadkowy) twórców reklamowego przekazu. Naszym zdaniem, poprawność wykonania składu tekstu reklamowego, składu akcydensowego jest w obecnym świecie co najmniej tak samo ważna, jak składu dziełowego.
Jest tak z dwóch powodów – po pierwsze, „siła rażenia” (czy – jak wolą to nazywać tytani marketingu – „dotarcie”/„docieralność”) jest nieporównywalnie większa. Bardzo trudno wskazać książkę czy czasopismo dorównujące czytelnictwem dowolnej reklamie telewizyjnej, billboardowi stojącemu przy ruchliwej ulicy dużego miasta czy animowanemu bannerowi o odsłonach liczonych w setkach tysięcy. Dorównuje im może comiesięczne wydanie magazynu klientów telefonii komórkowej lub broszurowe wydanie Konstytucji RP.
Po drugie, kształtowanie świadomości piękna świata i wychowanie graficzne czy może estetyczne odbywa się współcześnie właśnie przez odbiór przez widza komunikatu reklamowego. Odpowiedzialność twórcy tego komunikatu nie jest więc ograniczona – czy tego chce, czy nie – do realizacji założonych celów promocyjnych, ale obejmuje także stronę wizualną i językową przekazu.
Czytaj całość notki »
5 krojów pisma, przez które „przeszedłem” jak przez grypę
Mowa tu o krojach, które na kilka tygodni-miesięcy wchodziły mi same pod palce przy różnych rzeczach. Stąd właśnie – jak przez grypę.
1. ITC Franklin Gothic (szczególnie Condensed i Compressed). To chyba pierwszy, który świadomie mi się podobał. Ciężki i pakowny zarazem. Rozpoznawalny (podkreślona jedynka, wyszukane „g”). Korzystałem (i wciąż korzystam) z edycji URW. Teraz z pewnością przebrzmiały, ale za to nabrał szlachetności i stylu. Sporo tu pomógł (w opatrzeniu się) jeden z restylingów „Gazety Wyborczej”.

2. Futura. Co tu pisać… Nie wiem, czy mam większą zabawę niż budowanie sobie tytułów z cienkiej wersalikowej Futury. Ta choroba – trochę jak ślady po trądziku – trwa nadal. Vide „Film Art and Tourism” czy choćby nasz foksrabitowy logotyp. Naprawdę, próbowaliśmy Klaviki, DIN-a i wielu innych. Futura mruknęła od razu: „pobawiłeś się już? To świetnie. A teraz na duże bramki”. Lepiej się nie dało (znaczy nie umiałem).
3. DIN. Nadszedł z koniecznością poprawienia kodowania przy pierwszym katalogu festiwalu Era Nowe Horyzonty. Raził piorunem. Wszystko pasowało, wszystko się łączyło, wszystko było takie „cool”. A po roku-dwóch DIN zaczął się wysypywać z każdego kąta – ulotki, foldery, logotypy… Przeszło jak ręką odjął.
4. Dispatch Cyrusa Highsmitha. To już nie była grypa, to było zapalenie opon mózgowych. Musiałem pokonać opory Font Bureau, aby do dziwnego kraju pt. Polska mi ten krój sprzedali. Stworzenia tej (chyba…) egipcjanki (ale jak nowoczesnej…) strasznie Highsmithowi zazdroszczę. Krój–koń roboczy przy magazynach sportowo-hobbystycznych.
5. Leitura (szczególnie Headline Serif) Dino Dos Santosa. To ostatnia miłość. Twardy, dynamiczny, informacyjny, nowoczesny, silny. Jak zarobię milion dolarów, Leitura Type System będzie pierwszym z zakupów.





