typotygiel – spisek przeciw brzydocie

Różne dziwne myśli, czasem zebrane ze starych zapisów, czasem na świeżo. Czasem grafomania.

Forsowanie Wisły

Brak komentarzy

Ilu z nas co rano otwiera oczy, witając dzień myślą: „znowu w tych korkach…”? Jeszcze rok temu, każdego poranka czyniłem specjalne przygotowania do zwyczajowego półtoragodzinnego survivalu na Trasie Toruńskiej. Jak wielu z nas, przeszedłem przez wszystkie etapy rozwoju zgorzknienia kierowcy: wypatrywanie i wymyślanie nowych, luźniejszych tras, podchodzenie ze udawanym stoickim spokojem do stałych miejsc zatorów, włączanie radia „za kwadrans pełna godzina”, by wysłuchać drogowego raportu, w końcu – lekturę porannej prasy na kierownicy stojącego na Wisłostradzie samochodu…

W czerwcu powiedziałem: „dość”.

Dobrze, przyznam się – tak naprawdę „dość” powiedział mój kręgosłup, wyłączając mnie z pracy zawodowej pod koniec wakacji na ponad tydzień. Diagnoza była prosta: zły tryb życia. Trzy godziny za kierownicą, dziewięć do dwunastu – w pracy, od roku –zero sportu, niepoprawne noszenie torby… Motywacja do szukania alternatywy dojazdowej – i alternatywy dla życia w ogóle – była ogromna. Co robić?

Najpierw wysondowałem kolej. Cel: dojechać na Stare Miasto (ul. Długa). Zmierzyłem czas przejazdu. Startując we wrześniu (przed zamknięciem mostu Śląsko-Dąbrowskiego) z ul. Sienkiewicza w Zielonce, harmonogram dojazdu przedstawiał się następująco: godz. 7.50 – wyjście, 7.55 – pociąg do W-wy Wileńskiej, 8.10 – tramwaj do trasy W-Z, 8.20 – krótki spacer Podwalem, 8.30 – w pracy. Całość 40 minut.

Samochodem realnie nie do osiągnięcia. Komfort przejazdu – nienajgorszy (w latach osiemdziesiątych dojeżdżałem do liceum w znacznie gorszych warunkach). Można go jeszcze podnieść przez zakup niezłych słuchawek do ipoda (czy tam kto czego używa…) lub wściubiając nos w książkę czy gazetę.

Czasem – trzeba przyznać – tramwaj ruszający w stronę pl. Bankowego potrafił wbijać się w Al. Solidarności tylko dzięki współpracy kierujących ruchem pracowników ZTM, co wydłużało o ok. 5 minut całą podróż. Można było tego jednak uniknąć, fundując sobie „rozruchowy” spacerek do ZOO i wsiadając na następnym przystanku – co z upodobaniem robiłem.

Niestety, „dar Ziemi Śląsko-Dąbrowskiej dla Warszawy” miał być wkrótce zamknięty. Plotki głosiły, że całkowicie, włącznie z ruchem pieszych. Tak się jednak nie stało i pierwszego dnia remontu ruszyłem wprost z Dworca Wileńskiego na całkowicie pieszy rekonesans. „Dało radę”.

Oczywiście, pieszy spacer przez most, w strugach zacinającego deszczu i w rynnie ze świszczącym wiatrem wzdłuż koryta Wisły, nie był przyjemny. Porządna amerykańska parka z podbiciem i głębokim kapturem rozwiązała sprawę. Dla ciekawych: most Ś-D ma 625 kroków, licząc nad lustrem Wisły. Moich kroków oczywiście.

Co ciekawe, czas dotarcia do pracy wydłużył się niewiele. Startując jak poprzednio, o 8.10 z dworca, cały marsz na ul. Długą trwał 30 minut, czyli dotarcie do pracy – minut 50. Można to traktować jako średnią, ponieważ jedynym niepewnym czynnikiem są dojazdy koleją, która jeździ jednak dużo stabilniej niż przed laty. Dość powiedzieć, że pomiędzy wrześniem ubiegłego roku a kwietniem tegoż, pociąg zawiódł mnie trzykrotnie. Dwa razy nie wiedzieć czemu zakończył bieg na wysokości Zakładów Przemysłu Tłuszczowego na Targówku (co zafundowało pasażerom kilkunastominutowy spacer do najbliższego przystanku autobusu), a raz odmówił współpracy całkowicie (po pół godzinie poszła na peronie wieść o wypadku na przejeździe w Kobyłce, udałem się więc jak niepyszny po wzgardzony samochód).

Zapewniam więc wszystkich niedowiarków – warto się przełamać i zmienić bezmyślne wpatrywanie się w rząd samochodów przed nami na parę kroków spaceru i kilkanaście minut w pociągu czy tramwaju. Istnieje jeszcze argument ekonomiczny – kwartalny koszt karty miejskiej wystarcza na dwa tankowania przeciętnego samochodu, czyli w najlepszym razie do pokonania ok. 1000 km jazdy miejskiej. Licząc sam koszt benzyny, przy dystansie 60 km codziennego dojazdu do pracy, paliwo starczy nam na ok. 17 dni roboczych – czyli niecały miesiąc. O kosztach stresu i poświęconym czasie nie wspominając.

Autor: Tomasz Kuc

26-06-2009 o 12:46

Opublikowano jako Głos Zielonki, Szlaki dojazdowe

Leave a Reply

Comment Spam Protection by WP-SpamFree